BEATA JARMOŁOWSKA

BLOG BEATY JARMOŁOWSKIEJ-PROJEKTANTKI MODY , MIłOSNICZKI RĘKODZIEŁA I WLÓCZYKIJA Z ADHD

czwartek, 16 lipca 2015

BRAMA BRANDERBURSKA


Udało mi się ostatnio złapać kilka dni urlopu i wybrałam się do Niemiec . Pretekstem były  berlinskie targi PREMIUM , ale tak na prawdę chodziło o to by pobyć trochę  w naprawdę  doborowym towarzystwie.
Pogoda była piękna, tylko jeden dzień upału , a poza tym niezwykle słoneczno- przyjaznie.
Targi zrobiły na mnie spore wrażenie. Olbrzymia przestrzeń podzielona porządnie na sektory i działy.Dobra komunikacja, pięknie ubrani ludzie, czarno, czarno - biało, granatowo czarno.
Zdecydowanie żadne boho  czy gypsy. Raczej samurajsko- japońsko .
Ekspozycja targowa podobnie. Albo bardzo ciemno, albo jasno i  wszystkie ubrania ekstremalnie uproszczone.


Być może dawniej napisała bym,że nie proste a prostackie. Ale to  było kiedyś , na skutek szoku estetycznego -po wizycie na  warszawskich targach tzw mody ,gdzie dominowała szara i czarna  dzianina dresowa . Alternatywnych rozwiązań nie zanotowano.Widok był rodem z horroru - niestety...
Tu -w Berlinie , prostota konstrukcji złagodzona została dzięki pięknym tkaninom w wyszukanych subtelnych kolorach , fakturach i odcieniach.

Mnie osobiście , zachwyciły   suknie- habity,  wszechobecne lny i połączenia  lniano- skórzane.Sądząc po ilości skórzanych ubrań w poszczególnych boksach- nadchodzi prawdziwie skórzany sezon.

Oto niezwykłej urody torby  wykonane z lnianych worków połączonych ze skórą, z wszytymi fragmentami starych - jakby wojskowych butów czy kurtek.
Pomysł niby znany - ale  piękne wykonanie...

W dodatkach - w ogóle miks stare/ nowe bardzo widoczny. Fragmenty słynnej kratki z bardzo znanego domu mody , połączone ze skórą- jak widać...
Torby ze skór olejowanych  i gofrowanych na gorąco...też wyglądają na lekko zużyte...Ta czarna była zachwycająca.

Skóry olejowane, perforowane i subtelnie nitowane.
Skóry plecione...
Skóry, skóry skóry.
I espadryle , espadryle, espadryle...

Setki, tysiące najpiękniejszych na świecie, multi-kolorowych espadryli i innego sportowego obuwia.
A  na berlinskich i duseldorfskich ulicach - ludzie, kobiety i mężczyzni w płaskim , wygodnym, najczęściej sportowym obuwiu. Babki na szpilkach naliczyłam DWIE. A  specjalnie  zwracałam uwagę. I obie  miały szpileczki prosto z biura- 6 cm. Oszalałych szpilko- maniaczek i amatorek wykoślawionych nóg - brak. W  dzień  , bo wieczorem w restauracjach- owszem zdarzało się widzieć panie pięknie  ubrane i wyszpilkowane . Jednakowoż  za dnia- Niemki cenią komfort i wygodę.


Sporo tkanin udających ręcznie tkane, wzorów mało, jeśli już- to etniczne nadruki.


Czasem hafty- ale z rzadka

U niektórych projektantów syntetycznie i kolorowo ale w boksach plastiku raczej niewiele.
Nie ma co ,dobrze mi zrobiła ta wizyta , bo zaraz po przyjeżdzie zabrałam się za przegląd i modernizację własnej garderoby  ,na skutek czego pozbyłam się wszystkiego -co nie jest  należycie ascetyczne , czarne lub szare i odstaje stylem od klasztornego habitu lub nie przypomina kimona. Inspiracją były fantastyczne, pokutne , czarne sandały od Jill Sander , które sobie przywiozłam z Berlina  a do których nic nie pasuje poza czarną prostą kiecką.
Muszę jednak przyznać ,że ten styl jest komfortowy i  nieżle ubiera...
Rozumiem czemu kler nosi habity...

Oprócz wizyty na targach odwiedzałam w także inne miejsca,  głownie restauracje i kawiarnie.

Tę małą kawiarnię z 1900 roku mogę polecić każdemu. Fantastyczne , bogate śniadanie które tam jadłam zainspirowało mnie do wprowadzenia w moim domu zwyczaju jadania  obfitych wspólnych śniadań , a zwyczaj ten -natychmiast pokochała moja rodzina. Mam nadzieję, że nam nie przejdzie.

Klimatyczne, swojskie wnętrze , wypełnione ludzmi do ostatniego miejsca, pełne starych przedmiotów- robiło naprawdę niezwykłe wrażenie i siedzieliśmy przy śniadaniu  bardzo długo smakując powoli pyszności z półmisków.Niestety nie było zgody na fotografowania jedzenia,,, wiec zdjęć pólmisków nie będzie.
Piękny  i inspirujący  jest Berlin ze swoim szybkim tętnem . BARDZO INSPIRUJĄCY.


 Duseldorf zaś,będący końcowym przystankiem mojej niemieckiej podróży- jest nowoczesny i błyszczący.



Jedynym zaś zabytkiem jaki mi się udało zobaczyć w czasie tych kilku dni była Brama Brandenburska. A i to zresztą - przypadkiem. Bo zdarzyło się tak , że   po wyjściu z pociągu na dworcu Berlin Główny -ze dwie godziny szukaliśmy wyjścia do metra..
Poważnie. 
Tyle ,że chyba była to akcja pozorowana  i pretekst żeby nacieszyć się swoim towarzystwem , bo zamiast szukać-staliśmy, gadaliśmy  śmialiśmy się , gadaliśmy.... 
A gdy w końcu udało się namierzyć jakąś kolejkę - to okazało się że ma tylko  3 / słownie trzy / przystanki i kończy się pod Bramą. Fakt ten wywołał salwy niepohamowanego śmiechu i stał się  lejtmotivem całej wycieczki.Zresztą nikomu się przecież nie spieszyło a jak mówi przysłowie,,dla dobrego towarzystwa cygan dał się powiesić..

IZA, BARTEK NAJSERDECZNIEJ WAM DZIEKUJĘ ZA WSPÓLNIE SPĘDZONY CZAS.
WASZA 
GAJA

środa, 10 czerwca 2015

WPŁYNĘŁAM NA SZEROKI PRZESTWÓR OCEANU....

Tym razem będzie post totalnie prywatny...
Otóż jak wiadomo albo i nie wiadomo  sklep sobie na Etsy otworzyłam. Przed rokiem  to było  ale już można się pokusić o pierwsze refleksje
To jest absolutnie niesamowite miejsce i  jestem zachwycona.
Po pierwsze - informatycy zrobili tam znakomitą robotę BO  SPRAWNOSC DZIALANIA, ŁATWOSC OBSŁUGI I LOGIKA UZYTKOWANIA- POWALA NA KOLANA.
Jak sobie pomyślę jakiej wielkości są ich serwery ... jestem pod wrażeniem.
Fantastyczne relacje z klientkami z całego świata  ich oceny listy i drobiazgi przysyłane
Dostałam z Meksyku np- fajną czerwoną bransoletkę,którą nosze od  tzw uroku. Laura- klientka zrobiła ją specjalnie dla mnie.
237 sprzedanych produktów, niektóre bardzo drogie a raptem 3 zwroty. 130  doskonałych opinii  i tylko jedna awantura z pewną oszalałą Włoszką...
CUDO
Po raz pierwszy w swoim długoletnim , projektanckim życiu odnoszę  takie wrażenie ze wiatr wieje  w plecy a nie w twarz
Może dlatego ze mam fajną sprzedaż, Pewnie tez ważna jest -łatwość w komunikacji i pełna przejrzystość
Ale tez pierwszy raz w życiu znalazłam miejsce sprzedażowe bez tzw drugiego dna.

Przez dwadzieścia lat mojej pracy twórczej  współpracowałam z wieloma sklepami i galeriami .

Trójmiasto-w pięknej galerii w Gdyni  pani właścicielka  nie zwykła regulować rachunków za wykonane i sprzedane ubiory i do dziś jest mi winna spore pieniądze -nie do odzyskania.

Warszawa-  w Alejach Jerozolimskich dostałam szczegółowy instruktarz co mam dokładnie szyć i co jest ładne a co jest brzydkie.
OCZYWIŚCIE NIGDY TAM  NIC NIE WSTAWIŁAM.

W lublinie - szło świetnie, Właścicielka galerii - urocza i kochana. Zaprzyjażniłysmy się serdecznie- tak mi się zdawało- idiotce . Uwielbiałam Lublin - do czasu gdy przeszukując internet znalazłam zdjęcia z pokazu mojej kolekcji- podpisane nazwiskiem właścicielki galerii. A było kurde tak  pięknie,,,,
Taaak .....wiem ,,, to agencja organizująca ten pokaz miała  bałagan w papierach i  pomyliła podpisy pod zdjęciami... Tyle ze o tym ze się  taki pokaz odbył - to ja się właśnie z tego zdjęcia dowiedziałam.

Berlin- do dziś nie zobaczyłam złotówki za   moje lniane ubrania i płaszcze.
Etc itd itp.
Wszystkie te miejsca łączyła jedna  rzecz- horrendalne marże i  tzw komis - czyli daj nam produkt - ubranie czy torbę , a my ją wytłamsimy, wybrudzimy i po roku Ci oddamy  Jesli ktoś kupi to oczywiście otrzymasz środki ale  bliżej nie wiadomo kiedy bo tak naprawdę zależy nam żeby twoje ubranie wisiało u nas  jak najdłużej jako że świetnie wygląda na wystawie.
 Wybrudziliśmy??  Porwane. Co to za uwagi w ogóle ??A od czego jesteś plastyk- poradzisz sobie.
Powiem wam ze to jest polska specyfika i ciekawostka.- Komis.
 Generalnie na całym świecie jest jedna zasada- zamówione równa  się  zapłacone. A u nas - KOMIS -CZYLI ŚWIĘTE NIGDY.
Tyle że tkanin nie da się kupić na tej zasadzie, pasmanterii tez, Ze o zapłaceniu krawcowej nie wspomnę.Więc skąd ten zwyczaj - współpracy z Twórcami na zasadzie Komisu. Szukanie jelenia??
Ja się już od lat na to nie zgadzałam i współpraca z galeriami zamierała . Na szczescie sytuacje ratowały tzw stałe klientki.


I teraz ETSY
Pełna dowolność i przejrzystość
Mogę wstawić wybrany  produkt i dowolnie go prezentować,
Mam produkt pod kontrolą
Sama ustalam cenę
Po roku  tu  też mam stałą, silną grupę tzw ,, stałych klientów,,.Grupę stale rosnącą.
HURRRA
I co bardzo  ważne- najlepiej się sprzedają rzeczy ,, na totalnego wariata,,  Bardzo to dla mnie  fajne i miłe. Bo tak się akurat składa że ja lubię ,, na wariata,, Bardzo lubię.  I NA DODATEK - UMIEM.
Marża Etsy- jest śmiesznie niska- bo razem z prowizją Paypal to jest coś ok 7, 5 procent.Generalnie nie ma o czym mówić
Jestem widoczna przez klientów z całego świata - co widać w statystykach
Pieniądze za produkt znajdują się na moim koncie natychmiast po sprzedaży , a nie po roku. Produkt nie zapłacony - nie zostaje wysłany.
Etsy wydaje olbrzymie środki na kampanie reklamowe w wielu krajach co sie przekłada na sprzedaż. I nie jest to mit bo sama widziałam w metrze w Londynie  ściany wyklejone plakatami z ich reklamą .
Jednym słowem... Po raz pierwszy w życiu mam takie wrażenie jakbym po latach babrania się w błotnistej kałuży - wypłynęła na świeże , otwarte wody Oceanu Atlantyckiego.
Dziewczyny, otwierajcie butiki na Etsy, Nie ma na co czekać. Dla każdego miejsca starczy.
Uściski-
Wasza- Gaja



niedziela, 7 czerwca 2015

FARBA KREDOWA I CO DALEJ.




W ubiegłą sobotę wybrałam się do Piaseczna na kurs malowania mebli farbą kredową. O farbach tych jest ostatnio dość głośno,a  ja mam sporo pracy z meblami w ,,CHACIE,, i  uwielbiam starocie .Niestety czasem ich stan jest taki własnie - do malowania.
Generalnie nie lubię tracić czasu na błędy i marnować surowce     -stąd pomysł kursu.

Urocze miejsce w którym  się uczyłam  nazywa się ,, Pomaluj Mebel,, Na pewno warto odwiedzić , choćby po inspiracje - bo pełno tam udanie pomalowanych  starych mebelków i różności .Mieści się tuz za rogiem - bo tylko przez Wisłę trzeba przejechać i już
Właścicielka - sympatyczna dziewczyna omówiła szeroko temat  farb kredowych. Mają same zalety,
Ich zastosowanie jest  baardzo szerokie  bo można malować wszystko od mebli po stal, mosiądz , tkaniny,korek i co tam jeszcze do głowy przyjdzie .
Ja zabrałam z domu szafkę z łazienki i postanowiłam ją definitywnie odmienić.
NA STARCIE


I tak... Pierwszy mit. FARBY MOZNA KŁASĆ NA KAZDĄ POWIERZCHNIĘ- BEZ PIERWOTNEGO JEJ PRZYGOTOWANIA.
Ale po pierwsze bejca   z mebla może zmienić kolor farby więc się zaleca podkład
Po drugie - przetarcie papierem ściernym zwiększa przyczepność farby i trwałość powłoki.
W trakcie.
Farba nakładą się średnio , bo jest bardzo gęsta  - prawie jak pasta do zębów , za przeproszeniem
DRUGI MIT- WYSTARCZY JEDNA WARSTWA.
Nie , nie wystarczy, Jeśli  nie chcesz mieć plam i smug - musisz nanieść drugą warstwę.
Szafka praktycznie skonczona.

Mit trzeci.FARBA NIE WYMAGA LAKIEROWANIA
Nie nie wymaga, ale w celu zabezpieczenia powłoki  zalecane jest naniesienie 1- 2 warstw lakieru.
Ja swoją  szafkę pokryłam dwoma warstwami matowego poliuretanu w spraju bo ,, próba paznokcia ,, wypadła skrajnie negatywnie.


Mit czwarty. MOZNA MALOWAC TKANINY..
Można ... ale czy trzeba??
Tkaniny  pomalowane farba kredową ,, Autentico,, wygladają wręcz kuriozalnie, jakby były upaćkane.  Przypominam   ze do tkanin są farby akrylowe - łatwe i proste w użyciu , tańsze i dające profesjonalny rezultat. Ja akurat nie używam bo drukuje i barwię pigmentami  na zimno. Ale akryle są  naprawdę lekkie, łatwe i przyjemne.

A FARBA KREDOWA  ZEWNETRZNA Z  SERII AUTENTICO  WYGLADA JAK NASZA  OLEJNA - PÓŁMAT.
Bardzo dobre są jedynie woski. Postarzajacy i wybielający - uznałam za świetne produkty i postanowiłam kupić. Wosk zwykły,bezbarwny kupiłam w supermarkecie i jakość jest porównywalna.


WNIOSKI
Te sławne farby , bardzo modne ostatnio i takie śliczne- są mocno średnie , żeby nie powiedzieć ze całkiem do d...
Jeśli ktoś lubi wydawać 120 zł za litr i bazować na gotowcach- to trudno.,
Ale jak na mój gust taki sam rezultat osiągnie się zwykłą farba akrylową i pigmentami.
Jak sie kupi drozszą to może nawet lepszy rezultat.
Bo skoro lepiej jest  wstępnie szlifować i końcowo lakierować to nie bardzo wiem  na czym polega rewolucyjna jakość tych farb.I za co mam tyle zapłacić.


W zbiorach pracowni ,, Pomaluj Mebel,, była jednak pewna rzecz która mnie wzruszyła. Ten kinkiecik z obskurnego mosiądzu , pomalowany ,, Autentico,, zyskał nowe, fajne drugie życie.
Naprawdę świetnie- zwłaszcza w kontekście mojej budowy i starych , wielkich żyrandoli  mosiężnych co to wiszą zapomniane na złomowisku w Miastkowie. Szmat czasu wiszą, W kącie,,, Drogie nie  będą....
I przepraszam Was . Długo mnie nie było... za długo..Coś się stało i nie mogłam się dostać do Bloggera. Przy próbie logowania - otrzymywałam odpowiedz ze nie mam uprawnień do administrowania swoja stroną. A dzisiaj ,niespodziewanie  -się zalogowałam

Tęskniłam

Wasza  Gaja

niedziela, 4 maja 2014

Hallo, Po serii awarii , w tym dwóch auta i trzech laptopa., zaposiadalam nowy sprzęt  JAK ROWNIEŻ NOWY ADRES @.

Oto on
oldlacesandarsenic@gazeta.pl.

STARY ADRES JEST NIE AKTYWNY I AKTYWNY NIE BEDZIE.
Bardzo prosze szanownych kursantów i znajomych o zanotowanie tegoż.
I przepraszam ale z oczywistych względow ten post troche powisi
usciski
wasza umordowana awariami
GAJA

sobota, 22 lutego 2014

ILUMINATED ICONS

Anestezjologom z Banacha się narkoza udała ,ale nie za bardzo- o czym donoszę. Wprawdzie się wybudziłam żywa , lecz ze zrąbanym gardłem.  Głośnia  mi się nie  otwiera podobno-o czym mnie przyszedł uświadomić jeszcze na  pooperacyjnej młody i dosyć przystojny pan anestezjolog.Kazał mi powiedzieć przy każdej następnej operacji, że się bardzo żle intubuję i nawet to drukowanymi literami , na czerwono w karcie napisał. Dziwne... nikt się dotąd nie skarżył..
Oprócz ciężkiej chrypki, zrobili mi na języku  sińca wielkości 5 złotówki . ..
Wiecie jak zabawnie wygląda człowiek z czarnym językiem.?? Dobrze, że mąż tego nie widział bo czasem coś mamrocze o moim czarnym podniebiebieniu...
Więc chrypka , siniec i wyszczerbiony ząb z przodu - na szczęście lekko . Wszystko na to wskazuje ze łatwo pan  doktor nie miał . Podobno dopiero we dwóch dali radę i szkoda, że to było na sali operacyjnej.....
Ale że  jest MŁODYM ,wysokim ,przystojnym i długowłosym blondynem- przeto mu wybaczę..


Jakoś tak tydzień po zabiegu poleciałam do Anglii załatwić  kilka spraw urzędowych i na kurs do Angie Hughes.
Na jej sławne warsztaty pt,, Oświecone Ikony ,, czekałam ze 3 lata i  bardzo chciałam je odbyć a i sprawy urzędowe nie mogły być odłożone .Na kontroli   tuż przed samym wylotem pan doktor operujący powiedział ,że jest tylko jeden krwiak i jeśli pani musi to niech leci ... a pani musiała.
Toż jak się zapisywałam na kurs to operacja miała być 2 grudnia i nikt się nie spodziewał ,że się termin zmieni na tydzień przed wylotem. A wszak spodziewać się powinien bo zawsze tak ma.
Jak się leciało do Stanów i wchodziło na pokład to co się wydarzyło???  No World Trade Center zaatakowała szajka Bin Ladena i się poleciało  wprawdzie ,ale tydzień póżniej. A jak się papier w kasie kończy to komu przed nosem??
No wiec nie ma mowy... kurs mus był odbyć i tyle. Co mi tam jakieś krwiaki...

Zresztą popatrzcie na te cudności Angie. Haftowane,złocone , postarzane , wypalane... to jest mistrzyni. A że kurs jest trudny dosyć ...  to nie wiadomo było kiedy się następny odbędzie.
Oto Angie . Jest bardzo otwarta , naturalna i kontaktowa z olbrzymim poczuciem humoru. Miałam ją okazję przelotnie poznać w Weedon przed kilku laty - gdy uczyłam się druku u Lindy Maynard.Tym razem popracowałam pod jej kierunkiem i była to prawdziwa frajda.
Bo wiecie.... ja 26 lat  pracuję z maszyną do szycia , znam  rozliczne techniki hafciarskie i myślałam  naiwnie, że nic mnie już nie zaskoczy -a się myliłam..

Wybrałam sobie do opracowania takiego anioła- bo wydawał mi się dość  czytelny , no i spory jest. Na skrzydle widać fragment mojego haftu  i to jest ciekawe bardzo- bo Angie uczyła pracy w technice odwróconej . Czyli szyje się po obrazku, a haft powstaje dzięki niciom z bębenka. Pierwszy raz się z takim czymś spotkałam, ale jest to dużo prostsze niż szycie po wierzchu. No i na bębenek można nawinąć praktycznie każdy rodzaj nici, z brokatowymi na czele.
Tu mój kawałek ledwo zaczęty- jeszcze prawie bez haftu ,ale już z wyzłoceniami i transfolią.
Haft już zaczęty- teraz trzeba go czynić trzysta lat i jak uczynię to niezawodnie pokażę.Przesadziłam ze złotą ramą, ale trzeba pamiętać ,że się uczyłam i mam prawo do błędów - chyba?

Tu zaś widać pozostałe prace na różnych etapach powstawania.
Bardzo inspirujący był to kurs i czas kreatywnie spędzony.I ciesze się tym bardziej ,że Angie Hughes przylatuje do  Warszawy w kwietniu na zaproszenie Liliany Chwistek i moje -żeby odbyć dwudniowe szkolenie ze swoich technik.
Więc - chrzanić krwiaki. Działamy.
Gaja

.

niedziela, 19 stycznia 2014

HALLO, HALLO

No hallo...
Troszkę mnie nie było i jeszcze troszkę nie będzie . Cierpliwości
Najpierw zepsuł się aparat fot. Potem drugi i laptop też.Następnie miałam być operowana i kasy zabrakło szpitalowi , wiec będę operowana za tydzień. Zatem siedzę na tzw walizkach.
Ale najważniejsze ze galerię internetową otwieram i butik na Etsy. Wszystko pod nazwą ,,SKLEP POD RÓZOWYM PUDLEM,Zacna nazwa co??
Chwyta za serce...
 Robię  więc produkt za produktem no i ta cala logistyka.
Jednakowoż życie bez blogowania nie ma sensu ,bo kretyński FB to nie to samo. Lubię oglądać obrazki ale to jest ściek i totalnie odmóżdza .
Zatem niedługo  nowy materiał fotograficzny i znowu ja - tu.
A tymczasem trzymajcie kciuki żeby się anestezjologom z Banacha narkoza udała...
Uściski
Gaja

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Album rodzinny.

Miałam to szczęście wielkie znalezć się przed obiektywem Olgi wraz z moimi synami. Zdjecia niezwykłej wprost urody jak wszystkie w tej sesji.
Fotografowała Olga Stachwiuk.

niedziela, 18 sierpnia 2013

,,PLEMIĘ,,

Oto najpiękniejsze zdjęcie kolekcji pt ,, Plemię,,, Ubrania z naturalnych surowców, bawełny lnu i jedwabiu - zabarwione zostały metodą eco printing .
Ale co tam ubrania... Popatrzcie JAK Olga Stachwiuk- /to 180 cm czystego złota /sfotografowała swoją piękną córkę i mojego syna.
Klimat rodem z Prerafaelitów ,   średniowiecznej krucjaty czy turnieju rycerskiego. W tle patchwork z eko-skrawków tworzy chorągiew.Nad głowami baldachim z filcowych pajęczych szali barwionych naturalnie .Rudości z rdzy , brązy z liści i błękit z indygo... Fotografowane w moim ogrodzie kilka dni temu I pierwszy raz miałam sytuację gdy z 400 zdjęć nie mogłam żadnego wyrzucić.
Olga robi znakomite zdjęcia ,ale  tym razem przeszła sama siebie.
Ciąg dalszy nastąpi...
Uściski
Gaja

czwartek, 8 sierpnia 2013

STUBARWNE MOTYLE-CZYLI WARSZAWA UBIERA SIĘ SAMA....

W moim miejscu kultowym - Manufakturze Krolewskiej w Łazienkach odbyły sie fantastyczne warsztaty pod tytułem ,, WARSZAWA UBIERA SIE SAMA..Pierwsze spotkanie z  planowanego cyklu poświęcone było ubraniom.
Generalnie idea jest taka ,żeby starym ubraniom  nadać nowy look używając materiałów z Manufaktury. Nic w tym trudnego nie było , gdyż   dane nam tkaniny posiadały  taką urodę , szlachetność i kolor, że wystarczyło nałożyć kilka fragmentów choćby i  robił się ciuch rodem z Haute Couture.
Spotkanie prowadziła Anna Michniewicz - niezwykle kreatywna pani, której kolaże mogłyśmy podziwiać w trakcie warsztatów ,a duża wystawa tkanin będzie miała miejsce niebawem. Oczywiście w siedzibie Manufaktury. Wernisaż 24 sierpnia.
Dziewczyny wykonały piękne projekty  ubrań , które do realizacji  zostały zabrane do domu, ale w czasie warsztatów atmosfera i zabawa była przednia
Tu Ewa prezentuje swój -prawie gotowy projekt na spódnicę . Tym razem nie uszlachetniała starej rzeczy, ale stworzyła całkiem nowy kawałek tkaniny...Mnie się bardzo , bardzo to podobało.
Lila przy pracy nad swoim starym/ nowym żakietem. Bardzo malarski wyszedł...
I kolejny collage in statu...
Zestawianie ze sobą tych niezwykłych - mięsistych lub połyskliwych  żakardów ,w setkach wzorów z różnych epok , czasem bardzo wiekowych - to była dla mnie prawdziwa frajda i wyzwanie dla naszej wyobrażni.
 A oto mój projekt na kolażowy, żakardowy  płaszcz... Bo targi  w Londynie  się zblizają wielkimi krokami  i ja się na nie  wybieram  oczywiście . Wzorem pojechanych Angielek / które co roku fotografuję i zamieszczam na blogu/ mam zamiar założyć na siebie coś szczególnego...
Tej jesieni będzie to  płaszcz z żakardów z Manufaktury Królewskiej w Warszawie...Ja wiem, że na razie wygląda nieszczególnie   ale się nad nim pracuje...

A tu widzimy Joasię ubraną dla kontrastu w mój eko- szal.


Tak sobie pracowałyśmy , zszywałyśmy tkaniny, wymieniałyśmy opinie .. aż tu nagle zawitała do Manufaktury pani  Hanna Rechowicz - znakomita artystka, autorka wielu  fantastycznych obiektów, mozajek, tkanin , kolaży , które na stałe wpisały się w krajobraz Warszawy. Pani Hanna jest twórczynią min mozaiki dekorującej fasadę Domu Chłopa, którą wykonała wespół z mężem- Gabrielem Rechowiczem.

 Pani Hanna przybyła....
 Rozwinęła swoje jedwabne , drukowane i ręcznie malowane , multikolorowe jedwabie...I zaczął się prawdziwy show..



Panny się ubierały...

Przymierzały..

Spowijały się w ręcznie malowane jedwabie...
I odbyło się ogólne artystyczne, fantastyczne i  kreatywne szaleństwo. Baśniowe ogrody sztuk się nam zrobiły normalnie

A 24 sierpnie odbędą sie warsztaty poświęcone tworzeniu biżuterii z żakardu . Prowadzenie Anna Michniewicz i ja. W Manufakturze Królewskiej w Łazienkach
Zapraszamy bo naprawdę warto
Usciski
Gaja